„Wskrzesina” Artur Boratczuk – Złudna wiara w dobro

przez Katarzyna Denisiuk

Próżno szukać w słowniku co oznacza słowo „wskrzesina”. Odpowiedź znajdziecie w debiutanckiej powieści Artura Boratczuka o takim właśnie tytule. Książkę wydaną przez niszowe JanKa Wydawnictwo dostrzegłam w mediach społecznościowych, a dodatkowo poleciła mi ją Dominika (Bookiecik). Robiłam akurat zamówienie w jednej z księgarni i powieść wylądowała w koszyku. Co lepsze, w ogóle nie wiedziałam, o czym ta powieść jest. Nie sprawdziłam! Dlatego też zakup mógł okazać się niewypałem, a stał się bardzo dobrym ulokowaniem pieniędzy.

 

„Wskrzesina” jako debiut, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Miejscem akcji jest Fraudencja – miasteczko w zachodniej Polsce. W jednym obozie mamy wiekowego proboszcza Smętka, natomiast w drugim starzejącego się, byłego sekretarza gminnego PZPR, Michała Serpinę. Napisać, że mężczyźni za sobą nie przepadają, to zdecydowanie za mało. Po długoletnich utarczkach i personalnych wojenkach, stronią od swojego towarzystwa.

Serpina ma pasiekę i z pietyzmem opiekuje się swoimi ulami, a pszczoły odwdzięczają się litrowymi zapasami miodu, w który zaopatruje miejscowe sklepy, restauracje oraz turystów. Nie mając komu przekazać rodzinnego interesu, przyjmuje do siebie Adama, byłego informatyka, na którego chce przepisać majątek, w zamian za dożywotnią opiekę. Od momentu pojawienia się obcego w lokalnej społeczności, w miasteczku zaczyna wrzeć.

 

Lektura „Wskrzesiny” dostarczyła mi bardzo dużo przyjemności. Od początkowego zachłyśnięcia się małomiasteczkowością miejsca akcji i bliższego poznania jej mieszkańców i ich wzajemnych relacji, fabuła mocno ewaluowała i skręciła w osobliwe, ale jakże ciekawe obszary. W książce pojawiły się fragmenty, podczas których myślałam, że jest to kryminał lub łotrzykowska powieść. Te zwroty akcji i rozwinięcie niektórych wątków, nadały debiutowi dynamizmu i obudziły Fraudencję z sielsko-letniego klimatu.

– Jak się tu żyje?
– Ksiądz Smętek mówił na kazaniu, że to miejsce jest rajem w dzieciństwie, przekleństwem za młodych lat i więzieniem na starość. Ja jestem młoda.

 

Debiut Artura Boratczuka zaskakuje świeżością, poprzez wprowadzenie elementów realizmu magicznego oraz szczypty sensacji. Jednocześnie cały czas pozwala czytelnikowi obcować z polską wsią z zewsząd wybrzmiewającym bzyczeniem pszczół.

Świetna! Niebanalna! Przeplatająca wspomnienia o tym, co było, z nowymi realiami konsumpcyjnego życia i postępu.

 
Tytuł: „Wskrzesina”
Autor: Artur Boratczuk
Wydawnictwo JanKa
Forma książki: papierowa, dostępna w formie e-booka
Gatunek: literatura piękna

Zobacz również

Zostaw komentarz